figielsiemelduje at ownlog '06

figiel zasypany przez karły


Link 27.12.2009 :: 23:51 Komentuj (3)
trudno, zdarza sie.
chuj dupa cycki, grudzień to najgorszy dzień w roku i wcale nie dlatego, że wtedy zaczyna się chanuka.


figiel wystawiony na chrystusią próbę


Link 25.09.2009 :: 08:21 Komentuj (0)
Przekonalam sie o czyms, czemu nie wierzylam nawet jak zobaczylam to na discovery channel w programie 'nieprawdopodobne odkrycia'. Otoz, kiedy do jednego pomieszczenia wsadzi sie, powiedzmy 20 osob, z czego 18 pelni w spoleczenstwie role marnego cienia myslacej istoty (innymi slowy - ta 18 to sami debile), a dwie pozostale osoby jako tako mysla, moze jedna troche bardziej od drugiej, to... uwaga. Pomieszczenie nie eksploduje, nie wybuchnie pozar, nie przyjdzie trzesienie ziemi ani powodz, ziemia nie rozstapi sie, a ocean nie zatopi. Nic sie nie stanie. Wrecz przeciwnie, pomieszczenie bedzie robilo sie coraz sztywniejsze, a ludzie w nim beda wygladac jakby plywali w zastygajacej galaretce. Przynajmniej ja. Umysl mi zastyga. Niesamowite, co?



figiel w loule


Link 17.07.2009 :: 14:51 Komentuj (0)
goraco tu. a ocean jest bez rekinow

figiel w portugalii


Link 11.07.2009 :: 21:42 Komentuj (3)
w koncu.

figiel is back!


Link 03.06.2009 :: 01:55 Komentuj (0)
w polowie co prawda, ale zawsze to jakos, w pewien sposob i w ogole. lepszy rydz niz niz, powiedzialyby nasze babki i wujkowie, a dlaczego wujkowie tego sama nie wiem, tak jakos szczotka lezaca przede mna ciagnie mnie jezyk, powinna raczej ciagnac za wlosy, a jesli juz zmusza mnie do pisania tutaj, to za palce, ale glupia i drewniana uparla sie na jezyk, to co ja poradze, przeciez jej nie odepchne i nie powiem, zeby spadala.

figiel chce oceanu


Link 17.05.2009 :: 22:42 Komentuj (3)
śnił mi się dzisiaj ridż z 'mody na sukces'. nie powiem, gdzie go spotkalam!
chciałabym już zgubić się gdzieś tam w portugalii i czuc odór dżipsich czajacych sie w szarych uliczkach na Catacumbach, chciałabym też napić się porto z lidla za 1 euro i zjeść zupę gotowaną na świnskich uchu.

figla ludzie w autobusach


Link 05.04.2009 :: 17:05 Komentuj (2)
pustosłowie mnie ogarnia po prostu.
a zdjecia wczesniej nie dalam, bo sie wstydzilam pokazac, ze mam z lucia jakis le kontakt cielesny.

siedzial pan w autobusie i ulatywla z niego won piwna, roztaczal ja w zaduchu puszki na kolach, w ciepelku wyczuwa sie przeciez kazdy piekny czlowieczy opar. a kiedy tylko powiedziec: 'cos tu smierdzi, lucia', to pan bierze to bardzo do siebie i zaczyna czuc to, co jego wlasne cieliste ja wypuscilo w atmosfere. i zly jest, ze inni to widza. i czuja.

figiel ariwederczi


Link 03.02.2009 :: 18:30 Komentuj (0)
znikam do wielkanocy

figiel w krakowie. dzien ktorys z kolei.


Link 23.01.2009 :: 17:25 Komentuj (4)
no. pierwszy raz od przyjazdu ruszylam sie kupic bulki, maslo, dzem, pomidora, ogorka, ser i cukier.
moze skoncze.
now in english. furzen. luiza ist furzich.

figiel w krakowie. dzien pierwszy.


Link 20.01.2009 :: 20:10 Komentuj (2)
o 6.57 wyswietlil sie nam krakow glowny. szybko wybieglysmy z pociagu i zadzwonilysmy po taksowke. czekalysmy jakies 10 minut, w koncu przyjechala. nie wiem jak to sie dzieje, ale trafiam na dziwnych ludzi. taksowkarzem okazal sie przemily pan z okresu XXlecia miedzywojennego, przynajmniej na tyle lat wygladal. otworzyl nam bagaznik i, trzesac sie, zaczal wkladac nasze ciezkie torby. agata panikowala, bo bala sie, ze taksowkarz zaraz sie przewroci albo padnie na zawal. jakos mu sie udalo. okazalo sie, ze cicha woda brzegi rwie i stary prul przez miasto jak pirat (?). wysadzil nas na ulicy wielopole, obok wielkiego napisu WIELOPOLE. wyjal torby (tu agata znow drzala nad drzacym panem), wzielysmy je i weszlysmy do recepcji. zarzucilam haslem: rezerwacja na nazwisko figiel. mily pan zdziwil sie, bo takiej rezerwacji nie bylo. rozejrzalysmy sie uwaznie i zobaczylysmy dosc wysokie standardy jak na 50 zl/ noc. okazalo sie, ze to nie nasz hostel wielopole, tylko hotel wielopole i do hostelu musialysmy troche zawrocic. kiedy znalazlysmy sie pod brama, zadzwonilysmy do domofonu. dzwonilysmy i dzwonilysmy i nikt nie otwieral. zadzwonilysmy na podany telefon i nikt nie odbieral. wiec cierpliwie czekalysmy, tylko troszke zmeczone. w miedzyczasie z dachu spadla wielka kropla deszczu, na agaty walizke. kropla okazala sie niczym innym jak naturalnej wielkosci kupa golebia. agata zazyczyla sobie z nia zdjecie. po pol godzinie czekania otworzyli nam drzwi i ruszylysmy na gore do pokoju. pokoj duzy, ladny i przestronny, a w nim temperatura mniej wiecej zerowa. koldry grubosci malego palca (u stopy?). poszlysmy spac.
wieczorem wyszlysmy na miasto (je), kupilysmy bilety na gomorre i poszlysmy do indyjskiej restauracji. jak to sie dzieje, ze przyciagam brudasow? obslugiwal nas hinduski kelner, a pod koniec, kiedy cos tam masala wyzarlo mi cale podniebenie, przyszedl i dal swoj numer telefonu z nadzieja na male randez-vous. moze nie dzis, ale kiedys na pewno prosze pana.
a teraz siedzimy i dzierzymy tokaj. pozniej jeszcze cos, ale nie wiemy co.
to tyle, moja infantylna pisanina mnie wykancza, ale nie mam czasu tego lepiej ujac, bo agata jeczy mi nad uchem, ze mam w tej chwili konczyc. niech lepiej idzie sie wymyc.


Załóż bloga

Archiwum

2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad

Kategorie

Linki

pons
nathalie
karol.ina.
alicja
onaniemanogi

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl